Paweł Winiarz
D z i e ń S p a d o c h r o n i a r z a p o m i e l e c k u
Tradycją stało się już, że pod koniec września z okazji Dnia Spadochroniarza rozgrywane są w Mielcu zawody spadochronowe. W tym roku odbyły się one 21 września pod nazwą V Mieleckie Zawody Spadochronowe w Celności Lądowania o puchar zarządu XXXVI oddziału Związku Polskich Spadochroniarzy.
Organizatorem tej imprezy był ZPS oraz Stowarzyszenie Sportów Ekstremalnych Mielec pod patronatem Aeroklubu Stalowowolskiego w osobach prezesa Edwarda Paterka oraz dyrektorów Piotra Mocha i Waldemara Lekana. Termin zawodów zbiegł się dokładnie z 58 rocznicą desantu Pierwszej Samodzielnej Brygady Spadochronowej generała Sosabowskiego pod Arnhem w ramach operacji "Market Garden". Dzień ten wszyscy polscy spadochroniarze obchodzą jako swoje święto. Mimo nienajlepszej prognozy pogody zapowiadanej na dzień zawodów do rywalizacji zgłosiło swój udział siedem trzyosobowych zespołów z Kielc, Lublina, Rzeszowa, Stalowej Woli oraz Mielca. Warto w tym momencie podkreślić, że były to pierwsze od kilkunastu lat zawody o tak doborowej obsadzie.
Aby zawody mogły zostać rozegrane zgodnie z obowiązującymi przepisami i w duchu fair play, każda z drużyn jeszcze przed oficjalnym otwarciem miała możliwość zapoznania się z regulaminem zawodów, a każdy z uczestników musiał poddać weryfikacji swoje dokumenty uprawniające go do wykonywania skoków. Osobą odpowiedzialną za weryfikację i prowadzenie skoków był instruktor spadochronowy Bogusław Marszałek. Swoją cenną pomoc udzielił nam również mielecki instruktor Wiesław Starzec. Po oficjalnym otwarciu zawodów przez kierownika sportowego Pana Jana Szobaka kapitanowie drużyn wzięli udział w losowaniu numerów startowych określających kolejność skoków, po czym wszyscy zawodnicy udali się na odprawę, na której inst. Marszałek jeszcze raz przypomniał regulamin i zasady bezpieczeństwa wykonywania skoków.
Kiedy wszystko było już zapięte na przysłowiowy ostatni guzik skoczkowie mogli zacząć wreszcie swój "pokaz", a komisja sędziowska w składzie Władysław Ryś (sędzia główny), Karol Koźbiel i Tadeusz Pazdro przystąpić do swojej pracy. Zawody zostały podzielone na dwa etapy. W pierwszym eliminacyjnym, każdy z zawodników wykonał po trzy skoki z wysokości 1000 mertów, a jego zadaniem było lądowanie w oznaczonym punkcie o średnicy 5 cm. Ośmiu najlepszych zawodników zakwalifikowało się do drugiego finałowego etapu, który wyłonił zwycięzców. I tak w konkurencji indywidualnej I-wsze miejsce zajął Król Wiktor z Aeroklubu Kieleckiego z wynikiem 0,00m., II-gie miejsce Zagnieński Jarosław z SATLAND Kielce z wynikiem 0,01m., a III-cie Guzik Wiesław z ZPS Rzeszów z wynikiem 0,05m. Obok klasyfikacji indywidualnej prowadzona była również klasyfikacja drużynowa, w której liczyła się suma wszystkich punktów uzyskanych przez skoczków z poszczególnych drużyn. W klasyfikacji tej I-wsze miejsce zajęła drużyna z Aeroklubu Kieleckiego wynikiem 0,33m., II-gie miejsce zajęło Stowarzyszenie Sportów Ekstremalnych Mielec I z wynikiem 0,56m., a III-cie drużyna SATLAND Kielce z wynikiem 0,70m. Dzięki pomocy Polskich Zakładów Lotniczych w Mielcu siedemnastu skoczków miało okazję "zrelaksować się" skacząc z samolotu M-28 Skytruck z wysokości 4000 m. kończąc tym samym zmagania w powietrzu.
Po ogłoszeniu wyników przez komisję sędziowską zaproszeni goście: Józef Smaczny, starosta, Lucjan Surowiec, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej, Kazimierz Strugała, członek Zarządu PZL Mielec, Zdzisław Swół, prezes XXXVI Oddziału ZPS w Mielcu oraz ppłk. rez. Bronisław Kowalczuk, prezes mieleckiego koła ZBŻZiOR WP wręczyli zwycięzcom dyplomy i puchary ufundowane przez Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji oraz nagrody rzeczowe, które ufundowali (dla konkurencji indywidualnej): Maciej Strąk dyrektor firmy Eurocom Mielec autoryzowany przedstawiciel Era (dla I-go miejsca), Foto Stokrotka (dla II-go miejsca) oraz Bogdan Grochocki dyrektor biura podróży First Class (dla III-go miejsca). Dla zwycięzców w konkurencji drużynowej fundatorami nagród były firmy: Foto Stokrotka (dla I i II - go miejsca) oraz MKT Service Skoda (dla III-go miejsca). Ponadto wszyscy zawodnicy otrzymali nagrody pocieszenia od firmy Wrigley's reprezentowanej przez Pana Andrzeja Setlaka. Firma Wrigley's była również sponsorem nagrody specjalnej dla jedynej zawodniczki Anety Gergont.
V Mieleckie Zawody Spadochronowe w Celności Lądowania były także okazją do świętowania 65 urodzin wieloletniego instruktora spadochronowego, legendy polskiego spadochroniarstwa, Pana Władysława Rysia oraz I-wszej rocznicy działalności Stowarzyszenia Sportów Ekstremalnych Mielec. Z tej to okazji SSEM wręczyło dostojnemu jubilatowi tort urodzinowy, a zgromadzona publiczność, zaproszeni goście i zawodnicy odśpiewali gromkie "Sto Lat". Również Stowarzyszenie w rocznicę swojej działalności otrzymało słodki upominek, którego fundatorem była Cukiernia Weryński.
Po zakończeniu oficjalnej części zawodów przyszła pora na grilla, pieczonego świniaka oraz odrobinę złotego napoju. W trakcie biesiady można było również podziwiać piękno sztucznych ogni. Specjalne podziękowania organizatorzy kierują do: spółki Cargo Mielec Sp z o.o. za udostępnienie lotniska, Zakładu Usług Agrolotniczych za możliwość wykonywania skoków z samolotu AN-2 i lotów pasażerskich dla zaproszonych gości oraz Polskich Zakładów Lotniczych w Mielcu za wypożyczenie samolotu M-28 Skytruck.
Puchar Tatr
Widoki z góry
Iwona Strelcow
R e a d y . . . S e t . . . G o ! . . — Tandem
Żadnego z dotychczasowych dni w moim życiu nie zapamiętałam tak dobrze jak 8 września 2002 roku. Był to dzień mojego pierwszego w życiu skoku spadochronowego. Skakałam w tandemie. Pogoda była wyśmienita. Świeciło słońce. Uporałam się z formalnościami, niezbędnymi przed pierwszym skokiem, podpisałam deklarację — i prawie natychmiast usłyszałam zapowiedź, która do tej pory dźwięczy mi w uszach: "Wylot numer dziesięć, proszę się ubierać!". Przeszyła mnie nagła myśl: "O kurczę, przecież to już ja!". I ogarnął mnie strach. Wiedziałam, że jeżeli go nie pokonam, nigdy nie przekonam się o tym, jak to jest tam — po drugiej stronie, gdy wkracza się w inny wymiar...
Idę z innymi do samolotu. Jest nas sporo, skacze w sumie dwadzieścia osób. Nim zajmiemy miejsca, jeszcze raz ćwiczymy wszystko "na sucho". Strach we mnie narasta, jest coraz większy, ale napięcie rozładowuje fantastyczna atmosfera. Później start. Samolot powoli się wznosi, a gdy osiąga pułap 2500 metrów, podnoszę się z mojego pasażerskiego miejsca i zasiadam instruktorowi na kolanach. Podpina mnie do swojej uprzęży. Jedno jest już dla mnie pewne, od tej chwili nie mam co marzyć o odwrocie. Już nie mogę uciec. Głęboko oddycham, wdech nosem, wydech ustami. Zbliża się nasza kolej. Wstajemy i spięci razem podchodzimy do krawędzi luku. Czuję, że będzie dobrze, musi się przecież wszystko udać! I oto nadchodzi to, czego lękam się najbardziej...
— READY... SET... GOOOOO!!!!
Wypadamy z luku i robimy w powietrzu salto. Udało mi się! Przezwyciężyłam lęk. Spadam! Jestem ptakiem. Doświadczam jedynego w swym rodzaju i niepowtarzalnego uczucia swobodnego opadania. Trwa to 50 sekund, nim otworzy się spadochron, ale ta niecała minuta otwiera mi oczy na zupełnie inny świat. Po prostu coś pięknego. Uczucie niesamowite, wprost trudno znaleźć słowa, a o strachu się zapomina w jednej chwili. To niewiarygodne, ale udało mi się wejść w inny wymiar. JEST SUUUUPER!!!! NAPRAWDĘ.
Niestety nadchodzi moment otwarcia się czaszy spadochronu. Mówię "niestety", ale to przecież dobrze, że się otwiera — tyle tylko, że mi jest żal, iż dzieje się to tak szybko. Widoki z góry niesamowite. Pode mną Nowy Targ, w oddali ośnieżone szczyty Tatr. Nieporównywalne z tym, co widać z ziemi. Tu z powietrza w jednej chwili mogę ogarnąć taką ogromną przestrzeń i wydaje mi się, że cały świat jest w moim zasięgu. Niestety, przygoda się kończy, gdy dotykam ziemi. Spadochron marszczy się i opada. Spoglądam w górę, gdzie jeszcze przed chwilą byłam. Odczuwam ból. Chciałabym tam natychmiast wrócić, ale bezlitosna grawitacja mi na to nie pozwala. Nie mam skrzydeł jak ptaki. Ale nie ma się co smucić — myślę — bo przecież to dopiero początek przygody...
Dziękuję chłopaki, że nie zatrzymujecie waszej miłości do skoków tylko dla siebie, ale potraficie ją — skutecznie — przekazywać innym. Do tej pory mam przed oczyma moment, kiedy wyskakuję z samolotu... Specjalne podziękowania dla Marka Dykasa - za jedyną w swoim rodzaju, niepowtarzalną powietrzną sesję zdjęciową i pomoc w zorganizowaniu tego skoku. Marku, bez Ciebie by się on chyba nigdy nie odbył. I dla dla Jędzaja — mojej duchowej podpory. Dziękuję Ci, że otworzyłeś mi oczy i pomogłeś zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi...
Skoki polecam każdemu. Uwierzcie mi. Naprawdę warto!!!
Z Mikołajami